Szczyt klimatyczny ONZ w Kopenhadze zakończył się mizernymi efektami. Wypracowane w ostatniej chwili porozumienie polityczne pozbawione jest poważniejszej substancji, czyli konkretnych zobowiązań i instrumentów zapewniających ich egzekucję. Zebrani w stolicy Danii politycy w żaden sposób nie zaskoczyli, dokładnie taki przebieg i finał negocjacji przewidywali najbardziej doświadczeni analitycy międzynarodowej sceny politycznej.
Amerykański politolog Bruce Bueno de Mesquita specjalizuje się w prognozach politycznych, które opracowuje wykorzystując dorobek teorii racjonalnego wyboru i teorii gier. Badacz twierdzi, że polityka jest przewidywalna, a on sam może pochwalić 90-procentową skutecznością swoich politologicznych prognoz. W opublikowanej we wrześniu książce „The Predictioneer’s Game” analizuje m.in. przyszłość negocjacji klimatycznych. Z dużą precyzją opisuje to, co rzeczywiście się stało. Jego prognoza sięga jednak dalej i odnosi się do kolejnych dekad XXI wieku. I jeśli ma rację, to w tym horyzoncie czasowym żaden przełom się nie wydarzy. W istocie nie chodzi jednak o zdolności predykcyjne de Mesquity, lecz o kluczowe dla współczesnego świata zagadnienia relacji między wiedzą a władzą. Problem zmian klimatycznych, ich przyczyn, zakresu, ewentualnych skutków i sposobów działań, by ewentualnym negatywnym skutkom przeciwdziałać, na każdym etapie musi zasilać się wiedzą dostarczaną przez naukę. Rozwiązania i decyzje muszą wypracowywać politycy. By ich projekty były skuteczne, muszą odwoływać się do różnorodnych instrumentów polegających na rozwoju i zastosowaniu właściwych technologii intelektualnych i technicznych. Problem w tym, że wbrew obiegowym opiniom, najbardziej przewidywalny jest, jak dowodzi de Mesquita, wynik procesu politycznego. Paradoksalnie zaś źródłem największej niepewności jest wiedza dotycząca analizy problemu i proponowanych rozwiązań.
Warto uporządkować pole relacji między wiedzą a władzą, czyli w istocie między sferą polityki a nauką i techniką. Najczęściej podejmowanym w debacie publicznej problemem jest sam status wiedzy o zmianach klimatycznych. Tuż przed rozpoczęciem kopenhaskiego szczytu debatę tę zaogniła tzw. climategate, czyli kradzież i publikacja zawartości serwera należącego do Climate Resarch Unit Uniwersytetu Wschodniej Anglii, jednej z wiodących placówki prowadzących badania klimatologiczne. Dla przeciwników tezy o wpływie człowieka na zmiany klimatyczne ujawnione informacje stały się dowodem, że koncepcja antropogenicznego globalnego ocieplenia jest humbugiem, wyprodukowanym w ramach globalnego spisku.
Magazyn „Nature” precyzyjnie wypunktował błędy logiczne w argumentacji sceptyków i paranoidalne podłoże ich zarzutów przypominając, że fabryka wiedzy, jaką jest globalny system nauki z jej regułami opartymi na peer review jest zbyt złożony, by na wyniki jego pracy mógł oddziaływać nawet najbardziej przemyślany spisek. Nie oznacza to, że wiadomo wszystko na temat zmian klimatycznych. Wiadomo natomiast to, że zebrane dane i wypracowane teorie pozwalają na formułowanie sądów syntetycznych, wskazujących zależności przyczynowo-skutkowe między aktywnością człowieka a zmianami w klimacie, których jednym z indykatorów jest temperatura.
Więcej w magazynie Teberia nr 1(3)2010.