
Czy w okolicach Bełchatowa powstanie elektrownia atomowa? Jeszcze jest za wcześnie na takie decyzje odpowiada resort gospodarki.
Plany dotyczące lokalizacji inwestycji pod Bełchatowem pochodzą z lat 80. Eksperci stwierdzili wtedy, iż po wyczerpaniu zasobów węgla brunatnego instalacje elektrowni, kotły, hale maszyn i turbiny zostaną wykorzystane dla potrzeb elektrowni atomowej - pisze "Dziennik Łódzki".
Pomysł jednak upadł ze względu na zagrożenia związane z dużą koncentracją mocy na tak małym terenie.

Według Stanisława Latka, rzecznika Państwowej Agencji Atomistyki w Warszawie, po wstępnej decyzji rządu o budowie elektrowni jądrowej, pojawiają się pierwsze przymiarki do lokalizacji, jednak na konkrety jeszcze za wcześnie.

Polska atomowa? - Na tak postawione pytanie próbowała odpowiedzieć ostatnio Gazeta Wyborcza, zwracając uwagę na fakt, iż decyzja o budowie elektrowni atomowej pociąga za sobą inną, równie trudną jak nie trudniejszą kwestię - gdzie składować nuklearne odpady. Jak wiemy z mediów problem ten dotyczy nie tylko Polski, przed takim wyborem stają w zasadzie wszystkie państwa posiadające na swym terytorium elektrownie jądrowe.
Jak powiedział Gazecie Wyborczej minister ds. europejskich Jarosław Pietras, na szczycie Unii Europejskiej potwierdzona została decyzja ministrów środowiska o radykalnej redukcji emisji CO2 do atmosfery. Nawet 30-procentowej w ciągu 15 lat. Z energetyką opartą na węglu nie będziemy mieli szans, by spełnić te wymogi. - Państwa, które do tej pory opowiadały się przeciw energii atomowej, teraz przekonują się do niej - powiedział "Gazecie" wiceminister gospodarki Jacek Piechota.
Już 30 marca rządowy zespół ds. polityki energetycznej może podjąć decyzje o tym, jak będą wyglądać dalsze prace rządu związane z energetyką jądrową.
Jedno jest pewne już dziś: elektrowni nie postawi rząd, ale prywatny inwestor. O żadnych konkretnych propozycjach nie ma jeszcze mowy, ale przedstawiciele rządu przyznają, że zainteresowanie już jest.
- Inwestorzy chcą rozmawiać o tym, jak widzimy przyszłość energetyki jądrowej - mówi Piechota. Nie przez przypadek francuskie ministerstwo zaprosiło przedstawiciela naszego resortu gospodarki na konferencję o energii jądrowej 21 marca w Paryżu. Francusko-niemiecki koncern Framatome-Areva obok amerykańskiego Westinghouse jest największym konstruktorem "atomówek" na świecie.

Gdzie inwestor mógłby postawić elektrownię? - Powinna być zlokalizowana w regionie, w którym jest zapotrzebowanie na energię elektryczną, by zminimalizować straty przesyłowe. Musi mieć dostęp do źródeł wody - mówi "Gazecie" prof. Jerzy Niewodniczański, prezes Państwowej Agencji Atomistyki (PAA).

Te trzy wymagania spełnia Polska północna. Pomorski Żarnowiec został wybrany w latach 80. pod budowę elektrowni. Nie wiadomo, czy można do tej lokalizacji powrócić. Przemawiają za nią wykonane już badania oraz sąsiedztwo wodnej elektrowni szczytowo-pompowej, która odbierałaby i "magazynowała" nadwyżki mocy z reaktora. Część ekspertów uważa jednak, że ten pomysł jest już "spalony" - na tym terenie działa specjalna strefa ekonomiczna. Inne wymieniane przez PAA lokalizacje to: Klempicz, Kopań, Korolewo, Nieszawa, Chełmno i Tczew

Polacy niechętnie myślą o atomie, jednak już teraz otacza nas atomowy wianuszek. Siłownie znajdują się w Czechach, na Słowacji, Ukrainie, Litwie, sporo reaktorów pracuje też za zachodnią granicą i za morzem, w Szwecji. Świat - wbrew twierdzeniom organizacji ekologicznych - nie odchodzi od energetyki jądrowej. Jedynie w Niemczech prowadzona jest polityka wygaszania
reaktorów. W Szwecji rząd nie realizuje podobnej obietnicy sprzed kilku lat. A we Francji (gdzie atom daje prawie 80 proc. elektryczności) właśnie budowana jest nowa elektrownia, podobnie jak w Finlandii. Nie mówiąc o Stanach Zjednoczonych, gdzie ostatnio zbudowano bądź zmodernizowano 20 nowych reaktorów. - światowe zapasy uranu starczą na blisko 250 lat. Nie licząc zapasów wojskowych - uważa prof. Niewodniczański.
Rozwojowi energetyki jądrowej sprzeciwiają się ekolodzy. Jednak zdaniem ekspertów organizacje ekologiczne przesadzają z obawami. Odpadów nuklearnych nie będzie dużo. Według wyliczeń Państwowej Agencji Atomistyki przy produkcji 1 TWh elektryczności powstaje ok. 80 m sześc. odpadów o różnym stopniu radioaktywności. Roczna produkcja elektryczności w Polsce ledwo przekracza 152 TWh. Największa polska elektrownia Bełchatów ma roczną produkcję ok. 27-28 TWh (jedna terawatogodzina, TWh, to jeden miliard kilowatogodzin). Zakładając, że energetyka jądrowa w Polsce wyprodukuje łącznie 10 tys. TWh (taka niewyobrażalna liczba pojawia się w dokumentach PAA) - trzeba by znaleźć bezpieczne miejsce dla 34-40 tys. ton zużytego paliwa. To raptem 9-11 tys. metrów sześciennych materiału. A w przypadku przerobu wypalonego paliwa jądrowego i odzyskania materiałów rozszczepialnych te liczby ulegną zmniejszeniu o blisko 60 proc.

Zresztą wcale nie jest pewne, czy radioaktywne odpady będą musiały być składowane w Polsce. - Być może powstanie jedno europejskie składowisko - mówi Janusz Włodarski, dyrektor generalny Państwowej Agencji Atomistyki. - Trzeba też jednak być przygotowanym na to, że odpady będziemy musieli zagospodarować sami - dodaje. Budowa składowiska to duży koszt (liczony w setkach milionów złotych, do zapłacenia przez inwestora), ale przynajmniej wstępnie określono, w których miejscach może ono powstać. Opracowania PAA, do których dotarła "Gazeta", proponują następujące lokalizacje: złoża soli w Domasławku, Łaniętach (Wał Kujawsko-Pomorski) lub w okolicach Kłodawy, skały ilaste w rejonie Jarocina i Pogorzeli (Wielkopolska) czy wreszcie skały granitowe w trójkącie Krasnopol - Rydzewo - Kruszyniany (Suwalszczyzna). Budowa składowiska nie jest zadaniem na najbliższe lata, ale prace lokalizacyjne należy kontynuować. Włodarski: - Opowieści o tym, że odpady jądrowe mogłyby być składowane w nieczynnych śląskich kopalniach, to bajki.
