Rosja chce zbudować pierwszą na świecie pływającą elektrownię atomową. Zdaniem ekspertów jest to optymalne rozwiązanie dla odbiorców w rejonie koła podbiegunowego.
Elektrownia powstanie w porcie Sewerodwińsk na dalekiej północy; gdzie budowane są łodzie podwodne. Kontrolowany przez państwo koncern energetyczny Rosenergoatom podpisał w tej sprawie umowę z miejscową stocznią, która ma być jednym z odbiorców elektryczności.
W przyszłym roku rozpocznie się budowa prawie 150-metrowej platformy, na której staną dwa reaktory; elektrownia ma zostać uruchomiona za cztery lata.
Zdaniem ekologów projekt warty 336 milionów dolarów nie powinien być realizowany. Charles Digges z norweskiej fundacji ekologicznej Bellona powiedział agencji prasowej Associated Press, że pływające elektrownie atomowe "są niebezpieczne". "Istnieje ryzyko związane z zatonięciem platformy albo jej holowaniem" - dodał.

Rosyjscy eksperci nuklearni twierdzą jednak, że te obawy są bezpodstawne. Szef rosyjskiej Federalnej Agencji Energii Atomowej Sergiej Kirijenko, powiedział agencji Itar-Tass, że platformy na pewno nie będą "pływającym Czarnobylem". Szef Rosenergoatomu Siergiej Obozow sugeruje ponadto, że rosyjskie władze chcą zbudować łącznie dwanaście pływających elektrowni atomowych.
Prezydent Putin stwierdził ostatnio, że Rosja powinna stawiać kolejne reaktory, by zwiększyć udział energii jądrowej z 17 do 25 procent zapotrzebowania energetycznego kraju.
